Stało się.
Klamka zapadła.
Niedługo sądny dzień.
Czy strach?
Raczej obawa.
Zegar tyka.
Dni coraz mniej.
Prokrastynacja.
Stało się.
Klamka zapadła.
Niedługo sądny dzień.
Czy strach?
Raczej obawa.
Zegar tyka.
Dni coraz mniej.
Prokrastynacja.
Księżyc
Po kręgu zakreślonym starannie
toczy się świecący mój mechanizm;
każdą linię, bryłę i płaszczyznę
trącam tym świecącym mechanizmem,
stąd cień srebrny podczas nocnych godzin,
co po świecie jak po twarzy chodzi.
Poruszone mą wielką sprężyną
rzeczy martwe tak żywe płyną,
barwę, nazwę, kształt, wagę i wymiar
w dźwięczną płynność zmienia noc olbrzymia
i ucicha wiatr, i milknie sowa,
gdy nadchodzi pora księżycowa.
Mosty tracą kres. Smyczki się dłużą.
W miastach zjawia się pochyłych dużo
nagle ulic. Dzikie wino gore
i się zwija raz w es, raz we flores.
Na balkonach i na balustradach
każdy promień swój rebus układa,
a gdy ciemność zagasi część promieni,
rebus wraca do ciemnej przestrzeni,
jak do matki, tam gdzie pędzi w chmurach
wyzwolona z liczb architektura.
I znów z morza rzeczy, z głębi dennej
wynurzają się kontury zmienne,
ogmatwane z wszystkich stron księżycem,
promieniami, co tną jak nożyce;
kamień jęczy, mówi swoją skargę,
w bas się zmienia, a z basa w latarkę,
z tej latarki w twarz, a potem znowu
w jakąś inną formę księżycową,
w jabłko, w lichtarz, w binokle na nosie,
i znów w ciemny wiatr na ciemnej szosie.
Ulicami, ze ściany na ścianę,
blask przenosi swe linie łamane;
plac, że przejść nie można, tak zasnuwa,
schody kradnie i okna przesuwa,
klucze giną ludziom, dyszle koniom,
wszystkie dzwonki jak na alarm dzwonią —
a to pełnia leci rozświetlona,
fruwająca, świecąca filharmonia.
Wtedy, wtedy wychodzi światło moje
w najtajniejsze skrytki, w mózgu zwoje,
w tony kruche jak szkło, w wieczne malwy,
w rzeki wszystkie, wzgórza, czasy, barwy,
w oczy ptasie i psie, i kobiece,
w lichtarz srebrny i zieloną świecę,
w dzikie wino po ścianie się pnące,
we wszystko kuszące, mijające,
wiruje niezmienną przemianą,
i wszystkiemu powiadam: Dobranoc.
Któż ja jestem? Płochy blask na ścianie,
a to moje polskie pożegnanie.
Rzeczy miłe, ponure i jasne,
dobrej nocy! Ja za chwilę zgasnę.
Światło moje ciche jak muzyka.
Ten promień niech zostanie. Ja znikam.
Lecz nim zniknę — byście pamiętali —
mój ostatni koncert dam w tej sali;
prosto z nieba przez szybę, na ścianę
wsrebrzę się i przed pulpitem stanę,
cztery walce zagram, z tłumikiem,
cztery walce nieśmiertelnym smykiem,
pod kopułą ciemną i wysoką —
a to będzie tylko wirowanie,
zakwitanie i przekwitanie,
czas tańczący, cztery pory roku.
Śnieg i pustka, owoc i pragnienie,
gwiazd imiona i bez imion cienie,
i pustynia, i zieleń kobieca,
i zgiełk w sercu, i gwiazda nad świerkiem —
wszystko kręci się na kole wielkim,
a ja szprychy w tym kole oswiecam.
To są moje sprawy księżycowe,
bardzo trudne, chociaż tak nienowe.
Widzisz? w górnej szybie srebrna głowa?
To ja jestem, pełnia księżycowa.
Zawieszony u tej szyby górnej,
tobie świecę w noce niepochmurne,
w listach twoich przekręcam litery,
na twe loki spadam deszczem srebrnym
i sen tobie śni się w noc wrześniową,
żeś trąciła gałązkę deszczową —
i twe oczy, jak dwa lichtarzyki,
w dwie radości świecą, w dwa płomyki.
Potem, świateł różnych szafarz szczodry,
z światłem zbliżam się do twojej kołdry;
świecąc jak latarnia światłem sutym
kołdrę twą zahawtowuję w nuty,
w gwiazdy, w gwiazdki, w całe Drogi Mleczne,
w chmury, w ptaki, w baszty średniowieczne.
A ty, srebrna, śpisz ze srebrną twarz ą,
i jest nocny czas, i sny się marzą.
Gdy odejdę, nie płacz, moja żono —
ja księżycem wrócę pod twe okno.
Kiedy w szybie promień zamigoce,
wiedz: to ja. Twój księżyc. Serce nocy.
Konstanty Ildefons Gałczyński
Szukam koloru bólu
kiedy tęsknota zbyt daleka
kiedy brak odbija się echem
i dudni pośród komór serca
a przedsionek wypełniony nicością
płuca pełne łez
nie oddycham
bezsens.
mój własny świat
w nim Ty
tam znika każda bariera
nagle świat wymyka się
jak piasek między palcami
uderza mnie
policzkuje duszę
co to jest
bezpieczeństwo
nic już nie jest takie
jak wtedy
gdy rozmowy bez słów
nie było końca
tylko nasze spojrzenia
wytrzymujace każde napięcie
gdy tracę przyjaciela
i ziarno kłamstwa
wykielkowalo
tam jestem ja
i tylko ja
Gdy opada powieka pod słonym ciężarem
gdy siły stracone
mdleję.
Gdy noc chce dniowi dorównać
gdy światła zgasły
upadam.
Gdy jesteś tuż obok
a jednak to sen
umieram.
Tęskniliście? Chyba powoli wrócę.
Na wstępie, pragnę podziękować wszystkim Wam za życzenia
.
Życzę, aby każdy z Was mógł przeżyć Zmartwychwstanie swego serca.
Niech święta wzmocnią Waszą wiarę, podarują uśmiech i nadzieję na lepsze jutro.
.
Życzę jeszcze, abyście znaleźli trochę czasu dla rodziny i obdarzali się nawzajem uśmiechem i radością.
Niech jajko będzie smaczne!
.
Życzę, aby cała symbolika świąt, wspólnie spędzony czas przypomniał Wam, jak cennym darem jest życie, jak cenne jest życie każdego z Was.
.
Życzę jeszcze pokoju ducha, błogiego spokoju, odpoczynku.
.
Maskano, Pstrokata, Onufrzak, Odarty, Oceanos, Widoczku, Mmrr :)
.
Charmee, Poker(uś), GuardAngel, AngieWitch, Varriorko, Cane, WG, Caddicus, Maxcel, Katonie
.
Roso :*, Widmowy
, Noisek
, Pan Debet
, Iwane :*
I wszystkim, kogo jeszcze pominęłam, niech wybaczy. Jestem zmęczona, nie myślę.
.
Wesołego ALLELUJA

Jestem, ale mnie nie ma. Zaglądam, poczytam, nie mam ochoty nic napisać, nic powiedzieć. Może brakuje mi słów, może jestem winnej czasoprzestrzeni, a może jestem, ale mnie nie ma. Zagubiłam się. Ale jestem.
Pozdrawiam znajomych, czytających.
Natalia.
Urodził się 27 lutego 1925 roku w Lublińcu Starym. Działał w UPA (Ukraińska Powstańcza Armia). Zatruto jego kryjówkę, przeżył. Został złapany i skazany na karę śmierci. Wyrok zmieniono na dożywocie z powodu młodego wieku. Objęty amnestią wyszedł z więzienia po 7 latach. Przewieziono na Mazury, gdzie znalazł żonę, moją Babcię. Doczekał się trójki dzieci, w tym syna, mojego Taty.
Patriota, może nawet nacjonalista. Sprawiał, że rodzina była jednością. Dbał o patriotyczne i religijne wartości, które przekazał swoim dzieciom i wnukom.
Tak wiele mnie nauczył, pokazał jak żyć na świecie, zawsze powtarzał, że mam być dobrym człowiekiem. Był bardzo ważnym człowiekiem w moim życiu. Kiedy byłam mała uczył mnie języka ukraińskiego, piosenek, wierszy. Woził mnie na religię, kiedy rodzice nie mogli. Był zawsze dumny, kiedy recytowałam wiersze na różnych imprezach okolicznościowych. Zawsze doradził, przytulił.
Zawsze kochający i uśmiechnięty. Kiedy wracałam do domu zawsze proponował “kielicha”, wino, piwo. Gdy byłam młodsza zawsze miał dla mnie coś słodkiego.
Odszedł od Nas 03.03.2012
Poczekał, aż przyjadę. Pożegnał się z nami. Zadzwoniłam po karetkę. Przestał oddychać. Stałam i trzymałam kroplówkę i przez godzinę miałam nadzieję, że Go uratują.
Tak bardzo mi Go brakuje i brakować będzie…
*na zdjęciach ja z Dziadkiem.
wracając do życia
nie zapominaj
że ono nie czeka
cały czas mknie jak szalone
czas wracać
i nic nie będzie takie jak kiedyś
Nie ma już oddechu
lustra zakryte, schowane
zegar stanął
łzy rozmazały resztkę wczorajszego tuszu
w sercu pustka
a mieliśmy jeść śliwki w czekoladzie
tak bardzo będzie mi Go brak…
pod stopami
nagrzany słońce
chodnik
w dłoni
jeszcze przed chwilą
lustro
spadło
rozprysło się
na miliony
małych
świecących
kryształków
pech?
to tylko przesądy
to piękno
na ciepłych
betonowych płytach
krok
krew
ból
piękno
zrobiło mi krzywdę
pochyliłam się
mały świecący kryształ
usadowił się
pod skórą
wyciągnąć?
czy niech boli?
Niech boli…

Z cyklu napisane kiedyś…
Dlaczego mój anioł płacze,
gdy me ciało z radości skacze?
Czy to źle, że coś mnie cieszy?
Czy to źle, że coś mnie smieszy?
spotkałam ostatnio anioła,
czy odpowiedzieć mi zdoła
na me wszystkie pytania,
które mrok przysłania?
Zadałam mu pierwsze pytanie,
gdy jadłam sniedanie…
Cały dzień nic nie powiedział,
choć bardzo dobrze wiedział,
że czekam odpowiedzi,
nie wiem kiedy mnie odwiedzi…
Zapytałąm czemu cały dzień nie wypowiedział żadnego słowa.
Znikając zdążył powiedzieć: “Nie jesteś na to gotowa”…
czas gdy nie mogę oddychać
gdy niespokojnie połykam każdy haust powietrza
gdy brakuje mi siły
na wdech
na wydech
to chwila, która trwa wieczność
to moment, kiedy myślę, że już koniec
to sekunda, a jednak nie…
po chwili jest już dobrze
oddycham
słowo
narodziło się
powstało
dojrzało
przekazało
i n f o r m a c j ę
umarło
i n f o r ma c j a
nie dotarła
nie wysłano
potwierdzenia
słowo
cierpiało
płakało
chorowało
odleżyny
śmierć
słowem poruszam niebo
zmywam jego błękit
by nadać mu kolor burzy
ale tęczy dziś nie będzie
prognoza na najbliższe dni
łzy i rozmazany makijaż
Kiedy wszyscy śpią, ja nie śpię… Tylko uczę się do egzaminów…
Gdybym była pytaniem
znalabym jedno słowo które
odpowiedzialoby na każdą Twoją wątpliwość…
Gdybym była odpowiedzią
byłabym jasna, prosta niczym
promień słońca oswietlajacy moje oblicze…
Jestem jednak tylko sobą
pytaniem i odpowiedzią w jednym
słowem i słońcem
watpliwoscia i ciemnoscia
a Ty który patrzysz mi w oczy
zrozum to…
Bo nic nie zmieni tego co jest
nic nie zmieni świata który sama
sobie wymyśliłam
by żyć, by trwać, by wstać…
Ja mogę obiecać że zawsze będę
a Ty uwierz, spróbuj…
Zrozum!
Portret kobiety
Musi być do wyboru,
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
Czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspera i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.
[W. Szymborska]
Dwóch mężczyzn, obaj bardzo chorzy, byli w tym samym pokoju, w szpitalu. Jednemu wolno było siadać na łóżku, każdego popołudnia na godzinę, żeby ułatwić mu odprowadzenie wody z płuc. Jego łóżko było na wprost jedynego okna. Drugi musiał cały czas leżeć na wznak. Obaj rozmawiali godzinami.
Rozmawiali o swoich kobietach, rodzinach, domach, pracy, pobycie w wojsku, gdzie byli na wakacjach. Każdego popołudnia, kiedy mężczyzna z łóżka przy oknie mógł usiąść, opisywał swojemu sąsiadowi wszystko co widział przez okno. Człowiek z drugiego łóżka zaczął czekać na te godziny, kiedy jego świat się powiększał i nabierał życia o wszystkie zdarzenia i kolory świata zewnętrznego. Okno wychodziło na park z cudownym jeziorem, kaczkami i łabędziami pływającymi po nim, a dzieci puszczały kaczki. Młodzi, zakochani spacerowali trzymając się za ręce, między kwiatami o wszystkich kolorach tęczy. Wielkie drzewa ozdabiały pejzaż i w oddali można było zobaczyć piękny widok z miastem w tle. Kiedy mężczyzna w oknie opisywał to wszystko z najmniejszymi detalami, ten z drugiego końca pokoju, zamykał oczy i wyobrażał sobie ten idylliczny widok.
Pewnego gorącego popołudnia opisał paradę, która przechodziła. Mimo, ze nie mógł słyszeć orkiestry, widział ją oczami wyobraźni, tak jak ją opisywał człowiek w oknie swoimi magicznymi słowami.
Mijały dni i tygodnie. Pewnego poranka, dzienna pielęgniarka przyszła, żeby ich wykąpać i znalazła mężczyznę od okna martwego, zmarł podczas snu. Wezwała pomoc i zabrano go.
Drugi tak szybko, jak tylko uznał to za stosowne, poprosił o przeniesienie na łóżko przy oknie. Pielęgniarka zgodziła się i po upewnieniu się, że jest mu wygodnie, wyszła z pokoju.
Wolno i z trudnością mężczyzna podniósł się na łokciu, żeby rzucić pierwsze spojrzenie na świat zewnętrzny, wreszcie mógł zobaczyć go sam. Obrócił się powoli, spojrzał przez okno przy swoim łóżku… i zobaczył białą ścianę. Mężczyzna spytał pielęgniarkę, co mogło kierować zmarłym, żeby opisywać tak wspaniale rzeczy przez okno. Pielęgniarka powiedziała, ze człowiek ten był niewidomy i że nie mógł widzieć nawet ściany i podpowiedziała mu: “Może chciał pana podtrzymać na duchu?
Jest bardzo łatwo uczynić szczęśliwymi innych, nie ważne jaka jest twoja własna sytuacja. Ból dzielony jest o połowę łatwiejszy do zniesienia, ale dzielona radość jest podwójna.
Jeśli chcesz się czuć bogaty, opowiadaj o wszystkim co masz i czego pieniądze nie są wstanie kupić.
Dziś jest prezentem, dlatego nazywa się go teraźniejszością.

Nie umiem być merytoryczna, ale to mnie poruszyło.
Tak, wiem. Dopadło mnie ostatnio lenistwo, więc przenoszę wpisy z poprzednich blogów tu. Robię porządki, żeby tamte usunąć
.
.
.
Zegar, stary, drewniany z zepsutą kukułką…
Kiedyś wisiał na ścianie…
Małe dzieci tylko czekały
aż małe skrzydlate stworzenie
o pełnej godzinie wyskoczy
„ku ku” jaka radość…
czas przeminął
zegar leży w szafie
zastąpiły go
elektroniczne budziki,
komputery,
telefony
obok zegara siedzi kobieta
zegar nadal odmierza czas
kobieta pomaga kukułce
głaszcze ją
daje wody
lecz kukułka umarła
jej duch powyginał wskazówki
już nie wychodzi ze swego małego mieszkanka
kobieta pilnuje ptaszka
ptaszek to czas
kobieta pilnuje czasu
Strażniczka Czasu…

O godzinie 00.00 spotkała mnie cudowna niespodzianka.
Dostałam cuuuudny prezent!
Często do tego wracam przez znajomego, który interpretuje to na setki tysięcy sposobów. Dziś znów wrócił. Opowiedział inną historię, prawdziwą. Jakże podobną.

Zgwałcony promień płakał iskrami. Mała dziewczynka przyglądała się, jak wznieca się pożar. Kolejne łzy promyka pochłaniały wszystko. Marzenia, myśli, wspomnienia… Stare pamiętniki, klasery, dębową półkę. Dziewczynka zaczęła płakać, bo płomyk zapłakał jej lalkę, lalkę, jaka była jej jedyną bliską duszą, osobą… Łzy dziewczynki nie mogły równać się z ogromem płomieni… Dlaczego promyk płakał? Dlaczego nie potrafił przestać, powstrzymać iskierek, płomieni…
Kosmos
zdawał się być bliżej, niż się spodziewałam.
Droga
była prostsza od tej, którą sobie wyobrażałam.
Gwiazda
nie spadła z nieba, tak jak chciałam.
Plama
nie zeszła z duszy, choc ją wyprałam.
Krew
nie przestała płynąć, mimo iż ją tamowałam.
Ból
nie zniknął, a ja… umierałam…
Dotknął,
a wiedział, że każdy dotyk może zrobić jej krzywdę.
Chwycił nóż,
a wiedział, że boi się błyszczącego ostrza.
Zaczął kroić,
a wiedział, że sprawi jej to ból.
Zlizywał krew,
była smaczna, a ona powoli umierała.
Pokroił,
pokroił biedną tęczę w kromki, i zjadł na śniadanie,
posmarowawszy najtańszą margaryną, nawet nie poczuł smaku…
deklinacją nonsensów się staję
gdy brnę przed siebie
choć nie wiem
dokąd chcę iść
a dokąd iść powinnam…
odmieniam życie
przez przypadki
bo różne po drodze
wypadki, zapadki
przenoszę się w czasie
a nonsens mnie goni…
absurdem się staję…
* Nie mam pomysłów na tytuły ostatnimi czasy.
przeklęta
obudzona gromem
karmiona szkłem
zniszczona
nadal się podnosi
nadal chce iść
nadal chce śpiewać
nadal chce krzyczeć
nadal chce….
żyć
Niech Wasze Święta zawsze będą magiczne.
spadło z nieba
rozprysło się na litery
litery rozmyły się we łzach
łzy spłynęły do rzeki
rzeka wpadła do morza
słowa już nie było…
Jaki ból odczuwa niebo
gdy traci kolejną gwiazdę?
Czy słońce mocno
przypala błękit?
Jaki ból czuje Matka
którą uderzył syn?
Czy siniak mocno
zniszczy Jej duszę?
czasem
drżącym głosem zaczepię księżyc
dotknę
roztrzęsioną dłonią słońce
spadnę
cierpką słoną łzą z chmury…
(lekko zmienione na potrzeby wpisu)
-Idę na urlop.
-Wyjeżdżasz gdzieś?
-Tak, planuję.
-Dlaczego nie powiedziałaś, że mam się pakować? Znaczy, że z Tobą nie jadę?
-Mówiłam Ci, że Cię lubię?

Ja też Cię lubię
This slideshow requires JavaScript.
W końcu, ktoś zauważył, że Garfield mógłby dorabiać jako model… Tylko mu się nie chce, bo woli poleżeć na kanapie.
gdyby tak miłość
przekazać
jak pałeczkę sztafetową
posiać na polach
betonowych miast
uwzględnić
w planach produkcji
napisać
na szkolnych tablicach
gdyby tak z człowieka
zrobić człowieka
może byłaby szansa
ziemię uczynić domem.
(Ks. W. Buryła)
Pamiętam ten wiersz jeszcze z czasów podstawówki (oj bardzo dawno to było…)
Piękny jest. Jeden z moich ulubionych.
GMO… może być tak od definicji…
” są to organizmy które zawierają w swoim genomie (czyli informacji genetycznej organizmu) obce geny, pochodzące z obcego organizmu. Dziedziną nauki zajmującą się modyfikacjami organizmów jest inżynieria genetyczna – umożliwia wyizolowanie i namnożenie dowolnego genu z dowolnego organizmu i za pomocą różnych metod wprwadzenia go do genomu modyfikowanego organizmu.”
Myślę, że definicja jest jasna. Brzmi strasznie. (brzmi?) Myślę, że dla człowieka, który nic nie wie na dany temat, brzmi bardzo strasznie. Po swojej prezentacji ( mówiłam i zagrożeniach) taki te at dostałam…. wolałabym mówić o korzyściach i wykorzystaniu… ale w sumie może dzięki temu znalazłam trochę więcej zagrożeń, niż te które znałam
Choć to i tak nie zmienia mojego zdania, że GMO jest dobre.
Wymienię kilka zagrożeń, takich najczęściej wymienianych przez przeciwników i spróbuję skomentować, tak jak ja to widzę, nie jak naukowcy, nie jak popierający… Tylko ja jako prosty człowiek, który jeszcze nie wie za wiele, ale wie tyle, aby być za GMO…
Masło maślane? Wcale nie, ale może trochę (przerywnik, a teraz piszę dalej)
Może zacznę od tego, GMO może nam dać
1. Bardziej wydajne rośliny. Gdy np. teraz z hektara mamy do 7 ton zboża, to GMO pozwoli nam zebrać z hektara np. 14 ton. I co z tego? A co głodem, co z ceną chleba, wnioskujcie sami.
2. Rośliny odporne na stresy. W sensie, kwiaty odporne na przymrozki, czy rośliny które będą zimą wydawały plony… Tak samo jak wyżej, więcej plonów, tańsze rośliny, brak strat…
3. Rośliny odporne ne herbicydy i inne środki chwastobójcze… Spryskujemy pole, chwasty giną, a nasze roślinki zostają… Ha, nie trzeba będzie pielić, oprysk będzie bardziej skuteczny.
4. Otrzymywanie produktów o dłuższej dacie ważności. Czyż to nie wygodne?
5. Otrzymywanie roślin ze zdwojoną porcją witamin czy innych potrzebnych nam składników. np. jeśli ktoś nie lubi jeść szpinaku, to nie będzie musiał go jeść jeśli lekarz zaleci, bo np. te same skłądniki będzie zawierało jabłko.
6. Otrzymywanie sztucznej insuliny i innych potrzebnych leków, hormonów dla ludzi. M0oże z czasem nawet tkanki do przeszczepów?
A teraz może o zagrożeniach…
1. Nasiona będą droższe. Więc co z tego, że plony będą większe, skoro nasiona będą dużo droższe… No ale… Ponoć bilans i tak jest bardziej dodtani, niz teraz.
2. A co, jeśli taka roślina opanuje świat, nie zatrzyma jej nawet śnieg? Co z odpadami po takiej roślinie, czy też będzie odporna na rozkładanie się?
3. A co jak rośliny skrzyżują się z chwastami i powstaną superchwasty, odporne na środki chwastobójcze?
4. Dłuższa ważność, a co ze smakiem? Tego dowiemy się, jak będziemy mieli już na półkach sklepowych GMO
5. A co jeszcze otrzymamy rośliny, które zamiast produkować substancje potrzebne, będą produkowały dwa razy więcej toksyn lub alergenów?
6. No ale jak wszczepimy ludzki gen, żeby produkował insulinę, a potem go zjemy, czy to nie podejdzie pod kanibalizm? Będziemy jeść swoje geny.
KOMENTARZ WYZWOLONEJ:
(teraz czytamy uważnie)
Uważam iż wszystkie produkty GMO przejdą setki badań, zanim zostaną wprowadzone w obieg. Przeciwnicy GMO na pewno zadbają aby te badania były powtarzane 200 razy. Ludzie też mawiają, że boją się skutków, mutacji… Ale ja w tym miejscu zadaję pytanie, czy kiedykolwiek geny człowieka skrzyżowały się np. z genami pomidora? Nie? Naprawdę? Aha
Dzięki GMO możemy pomóc głodującym dzieciom, ludziom. Dzięki GMO potrzeba będzie mniej obszarów na pola, dzięki GMO będziemy mogli produkować np. ludzką insulinę, która może uratować życie wielu ludziom. Dzięki GMO nasze ofrody będą mogły być kolorowe nawet zimą. Dzięki GMO…
Na koniec prezentacji prowadząca zajęcia zadała mi pytanie:
Ma Pani kupić olej w markecie, dużym markecie. Podchodzi Pani do półki. Jest olej za 2 zł, sztuczny, GMO. I jest drugi, o takiej samej pojemności. ale kosztuje 6 zł i jest naturalny, nie GMO. Który Pani kupi?
Jeszcze nie odpowiem.
Wy odpowiedzcie

Przepraszam za literówki, pisałam szybko!
Robię prezentację, na poniedziałek, o organizmach modyfikowanych genetycznie.
Lubię ten temat.
Jestem za.
Jak skończę, zrobię notkę o moich przemyśleniach.

Gdy chwila niczym piasek
ucieka między palcami…
Żyłam sobie spokojnie. Bez internetu.
To jednak możliwe!
Ale wracam. Na ile czas pozwoli.
W przebraniu motyla
tchnieniem ognia
niszczę wszystko
by za mną
nie zostało nic…
Polubiłam nową twarz.
Polubiłam nowe miejsce.
Może Wy też polubicie?
Bo nowy dzień wstaje.
Bo cienia nie da się dogonić…
Cień to chyba rodzaj swojego rodzaju przenośni, ja tak przynajmniej go traktuję.
Z tym cieniem to jest dla mnie tak, że nie można dogonić przeszłości, więc jest jak cień…
Ja jednak lubię wracać do przeszłości.
Co nie zmienia faktu, że bardziej gonię za nowościami.
Ze zmianami tak to już jest, że albo są z własnej woli,
albo ktoś nas do tych zmian zmusi.
Wyjść jest wiele,
nie poddawać się
albo zrobić zmianę.
Ja zrobiłam.
… bo lubię zmiany …